Walka na trudnym terenie zakończona sukcesem. Pszczółka Start Lublin pokonała King Szczecin 78:70. Kluczowa była finałowa kwarta.
Ostatnich zmagań ligowych podopieczni Davida Dedka nie wspominają dobrze – porażka z WKS Śląsk Wrocław i przegrana w samej końcówce z GTK Gliwice na własnym parkiecie. Ciężko było optymizm na tę kolejkę, bo czekał ich wyjazd do Szczecina, a miejscowy King na własnym terenie przegrał tylko 2 razy.
Spotkanie było bardzo wyrównane. Wynik przez większość pierwszej odsłony przemawiał jednak na korzyść gospodarzy. Koszykarze ze Szczecina utrzymywali lublinian na dystans kilku ,,oczek”. Gdy lubelska ekipa skracała go, to szybko odpowiadali gospodarze i przyjezdni ponownie musieli się namęczyć. Dopiero w końcówce drugiej kwarty czerwono-czarni doprowadzili do remisu. Celny rzut Thomasa Davisa zapewnił rezultat 39:39 i przy takim wyniku obie ekipy udały się na przerwę.
Obraz gry po powrocie nie zmienił się. Ponownie oglądaliśmy wymianę ciosów między obiema ekipami. Najwięcej przez 10 minut zadał ich Yannick Franke. W tym czasie zapisał na swoim koncie 7 punktów. Gospodarze także zaprezentowali swoje atuty ofensywne i przed ostatnią częścią spotkania ponownie mieliśmy remis.
Na ostatnie prostej to Start podniósł poprzeczkę. W przeciwieństwie do poprzednich odsłon tu już przewaga była wyraźna. Celność rzutów za 3 ,,oczka” oraz skuteczne egzekwowanie rzutów osobistych pozwoliły wyjść na prowadzenie. Utrzymało się ono już do samego końca meczu i komplet punktów wrócił do Lublina.
Czy kryzys został zażegnany? Ciężko to ocenić, ale na pewno jest to krok na przód, aby wrócić na właściwe tory. Kolejny sprawdzian przed Startem już czwartek. W hali Globus zostanie rozegrany Suzuki Puchar Polski, a przeciwnikiem czerwono-czarnych w ćwierćfinale będzie ekipa Arged BMSlam Stal Ostrów Wielkopolski.



