Seria zwycięstw szczypiornistów nadal trwa. AZS UMCS Lublin pokonał u siebie MKS Padwę II Zamość 35:28.
Lublinianie lepiej nie mogli sobie wymarzyć tego sezonu. Dwa mecze i dwa pewne zwycięstwa. Teraz o kolejny komplet walczyli ze znanym im już dobrze zespołem z Zamościa. W ekipie miejscowych na to spotkanie zabrakło podstawowego bramkarza – Karola Kołodziejczyka. Silna obsada tej pozycji na ławce pokazała, że jego brak nie był aż tak odczuwalny.
– komentuje Franciszek Grabowski, bramkarz lubelskiej drużyny.
Po stonowanych pierwszych minutach meczu zaczął się prawdziwy rollercoaster. Lublinianie szybko wypracowali sobie czterobramkową zaliczkę. Wszystko to za sprawą kontrataków i dalekich piłek pod bramkę rywala. Wykańczanie takich sytuacji było już czystą formalnością. Ta przyjemna seria dla oka długo nie trwała. W ekipie z Lublina zaczęły się częste przestoje od zdobywania kolejnych bramek. Wykorzystali to przyjezdni, którzy powoli starali się dotrzymać kroku gospodarzom. Sami sobie jednak utrudniali to zadanie popełniając liczne błędy indywidualne. Ostatecznie pierwsza połowa zakończyła się prowadzeniem podopiecznych Łukasza Achruka 15-12. Akademicy kolejną odsłonę mieli zacząć jednak w osłabieniu. Powodem była dwuminutowa kara Gabriela Bartnickiego na chwilę przed końcową syreną.
– mówi trener AZS Łukasz Achruk.
Gra w osłabieniu po przerwie? Na ten wariant lublinianie także byli przygotowani. Goście mieli problemy ze złamaniem linii defensywnej zielono-białych, a gdy gospodarze byli już w komplecie to sami zostali przyparci do muru. Ofensywa z Antkiem Maciągiem i Pawłem Danielem napierała. Wspomniany duet zakończył mecz z 21 bramkami na koncie. Chociaż to głównie oni wykańczali akcje to pochwała należy się całemu zespołowi, który na nie pracował. Z 3 bramek zaliczki do przerwy zrobiło się 13 bramek przewagi na koniec meczu. Gospodarze znów pewnie wygrali i dopisali sobie 3 ,,oczka” do ligowej tabeli.



