Polski Cukier Pszczółka Start Lublin nadal nie potrafi wstąpić na ścieżkę zwycięstw. Lublinianie znów musieli uznać wyższość swoich rywali. Tym razem we własnej hali ulegli drużynie King Szczecin 73:92.
Nie ważne jak zaczynasz – ważne jak kończysz. Idealne stwierdzenie podsumowujące niedzielne starcie. Chociaż początek w wykonaniu Startu był przyzwoity, to goście szybko starli to pierwsze wrażenie. Początkowa zaliczka punktowa czerwono-czarnych szybko stopniała na rzecz przeciwników. Świetna gra pod koszem w wykonaniu zawodników Kinga, a także precyzyjne rzuty zza łuku pozwoliły odrobić straty, a następnie wyjść na prowadzenie. Ten nacisk przyjezdnych źle wpłynął na miejscowych, którzy grali od tej pory niepewnie. Błędy w komunikacji, brak zdecydowania pod koszem rywala, częsta gra indywidualna. To tylko kilka z negatywnych rzeczy, które można zarzucić podopiecznym Davida Dedka. Nie dziwi więc przewaga ekipy ze Szczecina, którzy do przerwy prowadzili 46:31.
Nie pamiętam, żebyśmy kiedykolwiek mieli takie problemy jak teraz – komentuje David Dedek, trener Startu.
Przerwa dobrze wpłynęła na miejscowych. Po powrocie na parkiet wydawało się, że walka o zwycięstwo jest nadal realna. W tym spotkaniu wystrzeliła forma Dorona Lamba, który jak się później okazało, był najskuteczniejszym graczem na parkiecie. Amerykanin zakończył spotkanie z 30 ,,oczkami” na koncie. Niestety sam Lamb nie jest w stanie wygrać całego meczu. Przy wyniku 54:62 po piątym przewinieniu parkiet opuścił Roman Szymański. Wtedy wszystko znowu legło w gruzach.
Zespół Macieja Majcherka dalej grał swoje, a lublinianie byli bez radni wobec ich skuteczności. Komplet punktów wrócił razem ze szczecińską drużyną, która wygrała 92:73.
Po fatalnym początku sezonu należy znaleźć rozwiązanie problemów w lubelskiej ekipie. Czy zespół zrobi krok naprzód przed kolejnym ligowym starciem? Przekonamy się już w czwartek w domowym starciu z Treflem Sopot.



