W Internecie zrobiło się ostatnio głośno o tym że Facebook zabrania rozmawiania o seksie. Niedawno zmienił się regulamin tego portalu społecznościowego, który wprowadza pewne restrykcje.
Użytkowcy nie mogą publikować treści o charakterze intymnym zarówno na swojej tablicy, jak i w prywatnych konwersacjach.
To pierwsze jest przez niektórych rozumiane. Oburzeni budzi natomiast fakt, że Facebook zagląda do naszych rozmów.
O tym czy można to traktować jako pewnego rodzaju cenzurę mówi doktor Piotr Celiński z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej:
W regulaminie Facebooka czytamy o tym co wolno, a czego nie wolno. Na ten temat jest poświęcony osobny ustęp o nazwie: Nagabywanie seksualne.Poza oczywistymi przykładami takimi jak: publikacja nagich zdjęć czy filmików, są też takie, które budzą kontrowersje.
Jak czytamy nie można publikować ogólnie sugestywnych stwierdzeń, np. „mam ochotę na dobrą zabawę dziś wieczorem”. Zabroniony jest także język potoczny nacechowany seksualnie i aluzje o charakterze erotycznym, np. mówienie o pozycjach seksualnych czy fetyszach.
Jak uważa doktor Piotr Celiński te zmiany mają za zadanie odwrócić uwagę od głównego problemu Facebooka czyli gromadzenia i wycieku danych.
Wszystkie szczegóły dotyczące tego jakich rzeczy nie możemy publikować znajdziecie w ustępie 15. regulaminu.



