Górnik Łęczna z 5 zwycięstwem z rzędu. Podopieczni Kamila Kieresia wygrali na własnym boisku z Olimpią Elbląg 1:0.
Do meczu z zespołem z Elbląga Łęcznianie musieli przystąpić w osłabionym składzie. W kadrze zabrakło Arona Stasiaka i Bartosza Śpiączki, którzy pauzowali za kartki. Mimo tych braków cel piłkarzy z Łęcznej był jeden – dalsza walka o awans do I ligi. Na tym etapie rozgrywek każdy punkt jest na wagę złota.
W pierwszej połowie sytuacje na boisku kontrolowali gospodarze. Niestety nie przełożyło się to na bramki na tablicy wyników. Co prawda zawodnikom Olimpii ciężko było wyjść z własnej połowy, ale piłkarze Górnika mieli problemy z wykańczaniem akcji. Kończyło się to jedynie rzutami rożnymi dla gospodarzy, ale i one nie zapewniły objęcia prowadzenia w tym meczu. Pech także spotkał bramkarza gości – Pawła Rutkowskiego. Brakowało mu zdecydowanie ,,kleju” w rękawicach, bo piłka często po interwencjach uciekała mu z rąk. Także tych okazji Łęcznianom nie udało się zamienić na bramkę. Cieszyć oko mogło uderzenie Pawła Wojciechowskiego. Napastnik z Łęcznej złożył się do strzału … nożycami. Uderzenie jednak nie znalazło drogi do siatki drużyny przeciwnej. Na prowadzenie w samej końcówce pierwszej połowy wyprowadził swój zespół Igor Korczakowski. Wykorzystał nieuwagę obrońców Olimpii Elbląg i strzałem z dystansu pokonał bramkarza przyjezdnych. Goście nie mieli okazji na szybką odpowiedź, bo sędzia po wznowieniu od środka odgwizdał koniec pierwszej połowy.
Spodziewaliśmy się drużyny, która będzie mocno wycofana na swojej połowie i to było bardzo widoczne oraz utrudniało nam konstruowanie ataków. To była ciężka walka, a stawką były 3 punkty. – mówił trener Górnika Kamil Kiereś na konferencji prasowej.
W drugiej połowie ciężko powiedzieć kto dominował na boisku. Piłka jak w tenisie wędrowała z jednej strony na drugą. Większość akcji rozgrywała się w bocznych sektorach boiska, ale nikt nie potrafił dośrodkowań z nich zamienić na bramkę. Gospodarzom ciężko było postawić kropkę nad ,,i”, co ułatwiłoby im dalszy przebieg spotkania. Nóż na gardle mogli poczuć na 20 minut przed końcem meczu. Goście mieli dwie dogodne okazje na wyrównanie. Początkowo czujność bramkarza Górnika przetestował Tomasz Sedlewski. Chwilę później ekipie zielono-czarnych zagroził Sebastian Milanowski, ale jego strzał wylądował na słupku. Ostatecznie zawodnikom z Łęcznej udało się utrzymać stan 1:0 do końca spotkania.
Górnikowi Łęczna pozostały jeszcze 4 spotkania do zakończenia sezonu w II lidze. Stawką jest awans do I ligi. Szansę na kolejne 3 punkty będzie już 12 lipca w domowym meczu z Pogonią Siedlce.
Zmiana terminu meczu!
Niedzielne spotkanie z Pogonią Siedlce przeniesiono na sobotę (11 lipca) na godzinę 17:00



