Za koszykarkami Polskiego Cukru AZS UMCS Lublin intensywny tydzień. W czwartek postawiły krok stronę awansu do kolejnej rundy rozgrywek EuroCup. Na wyjeździe zwyciężyły z BCF Elfic Fribourg 73-68. Dziś natomiast humory akademiczkom nie dopisały. Przegrały w zmaganiach ligowych z SKK Polonią Warszawa 72-77.
Akademiczki po raz drugi w historii awansowały z grupy EuroCup, a w minionej edycji dotarły aż do 1/8 finału. Teraz nawiązują do tej pięknej historii, bo wygrały w pierwszym meczu fazy pucharowej. Jak przyznał trener lubelskiej ekipy Krzysztof Szewczyk, na tym etapie już nie ma słabych zespołów.
Szwajcarska drużyna postawiła twarde warunki, ale pierwsza kwarta przebiegła pod dyktando lublinianek. Duża w tym zasługa Katariny Zec, która skutecznie wykańcza akcje zza łuku oraz Natashy Mack, bo nie dawała rywalkom szans w walce pod tablicą. Lubelska ekipa tym samym zbudowała sobie przewagę po pierwszej części i prowadziła 20-11.
Gospodynie w końcu zaczęły nadrabiać zaległości. Duża w tym zasługa Gabby Nikitinaite, której biało-zielone nie były w stanie zatrzymać. Przy stanie 27-36 o przerwę na żądanie poprosił szkoleniowiec AZS-u, aby uspokoić grę. Po niej sprawy w swoje ręce wzięła Sparkle Taylor i powiększyła dystans na tablicy do dwunastu oczek. Długo ta różnica się nie utrzymała, bo nadal przyjezdne za każdy błąd karciła Nikitinaite. Drużyna ze Szwajcarii dopięła swego w trzeciej kwarcie, gdy zrównała się na 51-51.
Szewc o remisie– tłumaczy trener akademiczek, Krzysztof Szewczyk.
Koszykarki z Frybruga nie zdołała jednak objąć prowadzenia, bo odpowiedzialność na swoje barki wzięła zawodniczka gości, Aleksandra Stanaćev. Rozpoczęła skuteczną serię popularnych ,,Pszczółek”, które odskoczyły na 61-53. Można było już powiedzieć, że biało-zielone wróciły na właściwe tory. Chociaż rywalki naciskały jeszcze przez ostatnie 10 minut, to lubelska drużyna była cały czas o jeden krok przed nimi i zwyciężyły 73-68. Bezsprzecznym MVP spotkania była jednak zawodniczka pokonanego zespołu. Wspomniana już wcześniej Nikitinaite zakończyła mecz z double-double, bo zdobyła 31 punktów i zanotowała 13 zbiórek.
Po tym starciu lublinianki nie miały dużo czasu na odpoczynek, bo w niedzielę miały już grać z SKK Polonią Warszawa. Czy tyle czasu wystarcza na odpowiednie przygotowanie do kolejnego rywala? Na to pytanie odpowiedział nam trener Szewczyk.
Jak się jednak okazało, napięty grafik dał się we znaki lubelskim koszykarkom, bo dziś z parkietu zeszły pokonane. Przegrana z SKK Polonią Warszawa 72-77 była dla lublinianek piątą porażką w lidze. Początkowo mecz oscylował w granicach remisu, ale świetna dyspozycja Jessici Jackson sprawiała, że warszawianki co rusz odskakiwały na kilka punktów. Już na początku drugiej kwarty prowadziły 27-20. Przebłyski Taylor po stronie biało-zielonych sprawiały, że wicemistrzynie Polski nadal pozostawały w grze. To ona zapoczątkowała odrabianie strat i to właśnie jej rzut ustalił wynik pierwszej połowy. Na przerwę drużyna Krzysztofa Szewczyka zeszła do szatni przy prowadzeniu 41-40.
Nie licząc pierwszych minut trzeciej kwarty, to popularne ,,Pszczółki” zaprezentowały się w tej części poniżej oczekiwań. Przez łatwe straty i słabszą skuteczność oddały pole do popisu Polonii. Ta odzyskała prowadzenie, ale okupiła to między innymi kontuzją Andeliny Radić. Zbudowana przewaga sprawiła jednak, że to gospodynie dyktowały warunki w ostatniej części meczu. Utrzymały dystans głównie dzięki świetnej skuteczności Jackson, która w całym meczu zdobyła 32 punkty. Walnie się tym przyczyniła do wygranej swojego zespołu. Dla lublinianek był to zatem słodko-gorzki tydzień.



