Mimo ogromnego wsparcia kibiców na Arenie Lublin, Lublinianka nie zdołała sięgnąć po punkty. Lubelska drużyna uległa Wieczystej Kraków 0:2. To zwycięstwo nie przyszło jednak łatwo krakowianom.
Chociaż faworytem tego starcia była Wieczysta, to mecz mógł się zacząć od trzęsienia ziemi. Mógł, ale skończyło się na lekkim trzęsieniu bramki po strzale w poprzeczkę Michała Palucha. Wieczysta jednak szybko doszła do siebie i zaczęła kontrolować przebieg boiskowych zdarzeń. Przyjezdni zepchnęli piłkarzy Lublinianki pod własną bramkę. Goście niebyli jednak w stanie udokumentować swojej przewagi, gdyż początkowo Jakub Bąk nie wykorzystał świetnej okazji po dośrodkowaniu, a strzały Radosława Majewskiego lądowały na trybunach. Nie można jednak odmówić ambicji zarówno jednej jak i drugiej stronie. Emocji dostarczały dynamiczne ataki, a także momentami agresywna gra. Brakowało jednak jednej ważnej rzeczy – goli. Zawodnicy udali się do szatni przy stanie 0:0.
Gdybyśmy wykorzystali początkową okazję, mecz mógłby się potoczyć zupełnie inaczej – komentuje Robert Chmura, szkoleniowiec Lublinianki.
Po przerwie swój celownik skalibrował Radosław Majewski, którzy w 47 minucie otworzył wynik spotkania i dał prowadzenie krakowianom. To zdecydowanie podcięło skrzydła podopiecznym Roberta Chmury, bo od tej pory okazji bramkowych mieli jak na lekarstwo. Wieczysta natomiast pewniej się poczuła i szykowała do zadania drugiego ciosu, ale na efekt trzeba było poczekać aż do 83 minuty. Maksymilian Hebel dopiero co zmienił zdobywcę pierwszego gola, a kilka minut później już sam cieszył się z trafienia do siatki. Przyjezdni utrzymali przewagę do końca i sięgnęli po 3 punkty. Lublinianka natomiast po raz czwarty w tym sezonie musiała przełknąć gorycz porażki.
– tłumacz Radosław Majewski, zawodnik Wieczystej.
Problemy finansowe w Lubliniance sprawiają, że w klubie nic nie jest pewnego. Nawet rozegranie kolejnego meczu ligowego. Według terminarza ligowego ekipa z Lublina ma rozegrać 10 września wyjazdowe spotkanie z Wisłoką Dębica.



