Górnik Łęczna w piątek wygrał 1:0 z GKS Tychy. Jedyną bramkę w tym spotkaniu zdobył Luka Gucek. Dla Zielono-Czarnych było to pierwsze zwycięstwo od października.
Piątkowe spotkanie było bardzo istotne dla obu drużyn. Zarówno Górnik, jak i GKS nie potrafiły wygrać od kilku miesięcy. Obie ekipy liczyły na przełamanie i dopisanie do ligowej tabeli arcyważnych trzech punktów. Gospodarze przystępowali do tego meczu mocno osłabieni. Z powodu urazów w kadrze meczowej zabrakło Kamila Orlika, Dawida Tkacza oraz Jakuba Bednarczyka. Ostatniego z wymienionych z powodu zerwania więzadła krzyżowego nie zobaczymy już w tym sezonie.
Początek spotkania był wyrównany. Na pierwszą groźną sytuację trzeba było czekać do 11. minuty. Branislav Spacil posłał świetne podanie do Patryka Paryzka. Młody napastnik uderzył z około dwudziestu metrów, ale piłkę po jego strzale bez problemu złapał Jakub Mądrzyk. Górnicy stopniowo zaczęli przejmować inicjatywę na boisku i stwarzać coraz lepsze sytuacje. W 22. minucie, po bardzo dobrym podaniu Spacila, w akcji sam na sam z bramkarzem znalazł się Paryzek. Snajper łęcznian miał czas i miejsce, ale uderzył wprost w bramkarza gości. Zielono-Czarni dopięli swego w 38. minucie. Górnik miał rzut rożny. Fryderyk Janaszek przedłużył dośrodkowanie Adama Deji, a piłkę do bramki wpakował Luka Gucek. Tym samym obrońca Górnika odrobił samobójczego gola z poprzedniego spotkania.
Powiedział po meczu trener GKS-u Tychy – Łukasz Piszczek.
Łęcznianie po zdobytej bramce chcieli pójść za ciosem. W 39. minucie ponownie próbował Paryzek, jednak tym razem uderzył tuż nad poprzeczką. Cztery minuty później szansę na drugiego gola miał Gucek, ale uderzył zbyt słabo, żeby zaskoczyć bramkarza GKS-u. W doliczonym czasie gry pierwszej połowy Górnicy mieli jeszcze jedną okazję. Deja dośrodkował wprost na głowę Pawła Jaroszyńskiego. Kapitan gospodarzy uderzył tuż nad poprzeczką. W rezultacie łęcznianie schodzili do szatni przy tylko jednobramkowym prowadzeniu.
Na pomeczowej konferencji trener Górnika Jurij Szatałow mówił, że pierwsza połowa była bardzo ciekawa w wykonaniu jego zespołu.
W pierwszym minutach po przerwie podopieczni Łukasza Piszczka chcieli wyrównać, ale stać ich było na tylko jedną dobrą okazję. Groźny strzał z dystansu oddał Jakub Tecław, ale pewną interwencję zaliczył Łukasz Budziłek. Zdecydowanie więcej działo się w ostatnich dwudziestu minutach spotkania. W 71. minucie David Ogaga wgrał piłkę w pole karne. Strzału nie zdołał oddać Bartosz Śpiączka, ale ta sztuka udała się Kamilowi Nowogońskiemu. Niestety wypożyczony z Zagłębia Lubin pomocnik uderzył tylko w boczną siatkę. Dwie minuty później kąśliwy strzał oddał Ogaga, jednak dobrą interwencję zaliczył Mądrzyk. GKS groźny pod bramką Górnika zaczął być dopiero po wejściu na boisku Daniela Sandovala. Hiszpan dwa razy próbował strzałów z dystansu. Za pierwszym razem piłkę złapał golkiper Górnika, za drugim futbolówka poszybowała nad bramką. W 90. minucie piłkę na wagę remisu miał Kacper Wełniak, jednak Budziłek pewnie wybronił jego strzał i to Zielono-Czarni zgarnęli trzy punkty.
Podsumował to spotkanie Branislav Spacil.
Dla Górnika była to druga wygrana w sezonie i pierwsza pod wodzą Jurija Szatałowa. Dzięki temu zwycięstwu łęcznianie awansowali o dwa miejsca w tabeli i z dorobkiem 15. punktów zajmują 16. miejsce. Teraz przed Górnikiem wyjazdowy mecz z Pogonią Siedlce.


