Polski Cukier Start Lublin z drugim zwycięstwem z rzędu w Energa Basket Lidze. Czerwono-czarni dostarczyli sporo emocji w Hali Globus, gdzie mierzyli się z Tauronem GTK Gliwice. Zwyciężyli 79-68, ale wynik był sprawą otwartą niemal do samego końca.
W pierwszych minutach krwi lublinianom napsuł Jure Škifić. To właśnie Chorwat był głównym motorem napędowym zespołu z Gliwic, ale nie można mu odmówić zaangażowania w obronie. Lublinianie, chociaż mieli problemy w defensywie, to nadrabiali skutecznością. Klāvs Čavars dał gospodarzom po raz pierwszy w tym meczu prowadzenie, bo z półdystansu trafił na 11-9. Chwilę po nim różnicę powiększył rzutem zza łuku kapitan zespołu, Mateusz Dziemba.
Gliwiczanie długo nie czekali z odpowiedzią i zaczęli odrabiać straty. Piękny wsad Kamari Murphy’ego wyrównał stan batalii na 14-14. Start jeszcze przed końcem pierwszej kwarty odzyskał inicjatywę, a to zasługa Gabe’a DeVoe, który zamknął trzy następne akcje czerwono-czarnych.
Mieliśmy dobry plan na to spotkanie – wyjaśnia Roman Szymański, koszykarz Startu Lublin.
Wynik 21-14 napawał optymizmem, a miejscowi mieli wszystko pod kontrolą w drugiej kwarcie. Narzekać za to mogli koszykarze GTK, których skuteczność pozostawiała sporo do życzenia. To zmusiło trenera Maroša Kováčika do wzięcia przerwy. Po niej gra przyjezdnych nieco się poprawiła, ale na prowadzeniu 29-22 był Start. Dodatkowo musiał się bardziej pilnować Terrance Ferguson, który na swoim koncie uzbierał już trzy faule. Ostatnie słowo w tej połowie należało do gości, a trójką popisał się Malachi Richardson. Tym samym obie ekipy zeszły do szatni przy stanie 34-29.
Bartłomiej Pelczar – tłumaczy zawodnik gospodarzy, Bartłomiej Pelczar.
Start przypuścił mocną ofensywę już na początku drugiej połowy, a kluczem okazały się rzuty trzypunktowe. Po trafieniach Clevelanda Melvina i Gabe’a DeVoe tablica wyświetlała 44-31. Obie drużyny w pewnym momencie straciły rytm, a to przełożyło się na zdobycze punktowe, których było znacznie mniej z akcji. Impas w drużynie z Lublina przełamał DeVoe, który rozkręcił się już na dobre. Punktował w każdy możliwy sposób i już po trzeciej kwarcie mógł się szczycić dorobkiem 29 punktów. Jego drużyna natomiast prowadziła 58-47.
Gliwiczanie kompletnie zmienili swój styl gry w ostatniej odsłonie. Zaczęli podwajać krycie i stosowali wysoki pressing. To kompletnie zdezorientowało podopiecznych Artura Gronka, którzy popełniali łatwe straty. W pewnym momencie różnica wynosiła zaledwie trzy punkty.
Patryk Wilk – komentuje Patryk Wilk, zawodnik zespołu z Gliwic.
Kto wie, jakby potoczyło się spotkanie, gdyby w krytycznym momencie nie przypomniał o sobie DeVoe. Amerykanin w porę zastopował zapędy gości, ale nie był jedynym aktorem tego spektaklu w lubelskiej hali. Pałeczkę przekazał swojemu rodakowi Melvinowi, który trzy następne akcje Startu wykończył zza łuku. Lublinianie już nie musieli obawiać się o wynik, bo dowieźli prowadzenie do samego końca i zwyciężyli 79-68.
Tą wygraną lublinianie poprawili swoją sytuację w tabeli Energa Basket Ligi. Na swoim koncie mają sześć zwycięstw i dziesięć porażek, a to przekłada się na czternastą pozycję. O kolejny ligowy triumf mogą powalczyć już w sobotę, a ich rywalem na wyjeździe będzie Trefl Sopot.



