O problemach ze skomunikowaniem lotniska z miastem mówi się od lat. Nie chodzi jednak o kłopot z brakiem połączenia – terminal lotniska jest bezpośrednio połączony ze stacją Lublin Airport, która jest częścią całego portu. Budowa linii kolejowej kosztowała około 27 milionów złotych i w założeniu miała być komfortowym środkiem transportu dla pasażerów. Jak wygląda to w praktyce?
Chaos informacyjny rozkładu jazdy
Połączenie na trasie Lublin Airport – Lublin Główny jest realizowane przez Polregio i pierwsze problemy zaczynają się już na etapie próby przeczytania oficjalnego rozkładu jazdy.
Pociągi nie odjeżdżają 15 razy, jak może wydawać się na pierwszy rzut oka. Po dokładniejszej analizie okazuje się, że każda godzina odjazdu przypisana jest do cyfry w kółku od 1 do 7.
W objaśnieniach czytamy, że oznaczają one konkretne dni tygodnia, tak więc jedna wskazana godzina może dotyczyć poniedziałku, a inna środy. Ponadto gdy już ustalimy dzień tygodnia, do wskazania zostaje nam dzień miesiąca, kiedy dany rozkład obowiązuje.
Przykładowo, o 11:26 pociąg odjeżdża tylko w dniu ④, czyli w czwartek. Tak dzieje się jednak tylko 2 IV – 11 VI, czyli od 2 kwietnia do 11 czerwca. Wcześniej, czyli 12-26 III (marzec) pociąg odjeżdża o godzinie 17:15, a informację o tym można znaleźć dopiero w dolnej części rozkładu jazdy.
Problem znika w przypadku korzystania z aplikacji mobilnych, które automatycznie wskazują najbliższe połączenie. Nie każdy pasażer musi jednak z nich korzystać, szczególnie po przylocie z zagranicy, gdy dostęp do internetu bywa ograniczony lub wymaga korzystania z roamingu.
Część podróżnych może być też po prostu wykluczona technologicznie. Najprostszym rozwiązaniem byłoby po prostu pokazać godziny przyjazdów posegregowane od dnia tygodnia, oraz ograniczyć się tylko do dat, w których dany rozkład obowiązuje. Na lotnisku, które obsługuje międzynarodowe loty istotna jest prostota komunikatu!
„Czekając na (kolejowego) Godota”
Drugim, ważniejszym problemem jest kwestia, czy pociąg w ogóle będzie na nas czekać po tym, jak wysiądziemy z samolotu?
Z oficjalnego rozkładu lotów wynika, że w środy zaplanowane są przyloty z Londynu Luton o 9:35 i 11:15, z Dublina o 10:40 oraz z Warszawy (to połączenie odbywa się przez cały tydzień) o 14:35. Tymczasem pociąg ze stacji Lublin Airport odjeżdża o godzinie 10:23. Oznacza to, że realnie tylko pasażerowie jednego z czterech przylotów mogą skorzystać z transportu kolejowego do Lublina. Jak wygląda sytuacja w inne dni tygodnia?
Niedziela: Przyloty z Warszawy (14:35) i Egiptu (lądowanie między 11:00 a 14:00, w zależności od dnia w miesiącu) – brak pociągu, ostatni odjeżdża o 13:31.
Wtorek: Przylot z Trapani (17:45) – brak pociągu, odjazd o 13:31
Poniedziałek: Przylot z Maastricht (17:00) – brak pociągu (ostatni odjechał o 13:35).
Analiza rozkładów prowadzi do wniosku, że system kolejowy w praktyce dostosowany jest głównie do obsługi lotów z Londynu. Nawet wtedy nie zawsze działa to optymalnie – w poniedziałki pasażerowie z Wysp Brytyjskich (przylot o 10:25) muszą czekać ponad trzy godziny na pociąg (odjazd o 13:35). W czwartki podobna sytuacja dotyczy pasażerów z Warszawy – na pociąg będą musieli czekać 2,5 godziny (14:45 – 17:15).
Nie oznacza to jednak, że skomunikowanie nie działa w ogóle. W części przypadków pasażerowie mogą liczyć na stosunkowo krótki czas oczekiwania:
Czy władze lotniska są świadome problemu?
O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy Piotra Jankowskiego, rzecznika spółki Port Lotniczy Lublin S.A:
„Kolej stara się dopasować rozkład jazdy pociągów do rozkładu rejsów, lecz dynamika zmian lotów dni i godzin u przewoźników lotniczych jest z pewnością wyzwaniem. Należy pamiętać, że linie lotnicze zmieniają godziny operowania, dodają dodatkowe rotacje i kolej nie jest w stanie dopasować rozkładu ad hoc.”
Lotnisko podkreśla, że oprócz pociągów transport zapewniają także kursy autobusów MPK, oraz wyłoniona w postępowaniu korporacja taksówkarska. Warto jednak zaznaczyć, że linia nr 5 komunikacji miejskiej, nie ogranicza się wyłącznie do połączenia z dworcem metropolitalnym, ponieważ zatrzymuje się ona również w Świdniku, Franciszkowie oraz w Lublinie, m.in. w rejonie Zadębia, Tatar i Starego Miasta. Port Lotniczy deklaruje otwartość na rozwój połączeń kolejowych, jednak decyzje w tym zakresie należą do organizatora transportu, czyli Urzędu Marszałkowskiego Województwa Lubelskiego.
Urząd Marszałkowski poinformował nas, że głównym celem przy projektowaniu połączeń jest ograniczenie tzw. „pustych przebiegów”. Chodzi o sytuacje, w których pociąg jedzie na lotnisko tylko w jedną stronę z pasażerami, a wraca pusty (lub odwrotnie).
Problem torów w jednym kierunku
Okazuje się jednak, że wybudowana za miliony linia ma swoje wąskie gardło. Urząd przyznaje, że jednotorowy odcinek między Świdnikiem a Portem Lotniczym uniemożliwia dogodną obsługę wszystkich lotów. Próba wysłania pociągu po pasażerów z porannego lotu z Londynu skutkowałaby według urzędników kolizjami z innymi składami na trasie. Efekt? Pociąg przyjeżdża na lotnisko o 11:15, czyli dwie godziny przed odlotem do Londynu. Pasażerowie, którzy w tym samym czasie z Londynu właśnie wrócili, muszą czekać na odjazd do miasta aż do 13:35.
Rozwiązaniem ma być budowa połączenia Lublin – Łęczna w ramach programu Kolej+, które zapewni regularny transport kolejowy na całej linii która uwzględni również lotnisko w Świdniku. Realizacja tej inwestycji może jednak potrwać do nawet 2032 roku.
Potencjał infrastruktury przy lubelskim lotnisku jest ogromny. Nowy terminal Cargo pełnił ważną rolę podczas remontu lotniska w Rzeszowie, a port w Świdniku stał się hubem logistycznym dla potrzeb NATO oraz wsparcia Ukrainy. Przykład ten pokazuje, że lotnisko potrafi być strategicznym i sprawnym węzłem. Pozostaje pytanie, kiedy tej sprawności doczekają się pasażerowie cywilni, dla których regularny transport kolejowy wciąż pozostaje w sferze planów na kolejną dekadę.
Adrian Boczek





