Bogdanka LUK Lublin nie miała żadnych argumentów w premierowej odsłonie rywalizacji finałowej o złoto siatkarskiej Plus Ligi. Podopieczni Stephane’a Antigi przegrali na wyjeździe z Aluron CMC Wartą Zawiercie 0:3. Jurajscy Rycerze zaprezentowali pokaz znakomitej siatkówki i postawili pierwszy krok w kierunku upragnionego mistrzostwa kraju.
My już widzieliśmy ten film
Historia lubi się powtarzać. Drugi raz z rzędu w walce o złoto siatkarskiej PlusLigi możemy oglądać starcie na linii Zawiercie – Lublin. Różnorodne wątki, niesprawiedliwy wyrok w sprawie Mikołaja Sawickiego, który właśnie podczas zeszłorocznego finału po poddaniu kontroli antydopingowej, został niesłusznie oskarżony o przyjmowanie niedozwolonej substancji. Oglądaliśmy cztery bitwy, zwieńczone mistrzowską fetą w zorganizowaną w murach lubelskiej hali Globus im. Tomasza Wójtowicza. Ta historia zapisała się złotymi zgłoskami na kartach klubowej siatkówki w Polsce. Zmagania sportowe nie stoją jednak w miejscu. To, co było, nie ma już znaczenia. Należy patrzeć przed siebie. Nie można jednak powiedzieć, że premierowa odsłona rywalizacja była kinem akcji. Szkoda, może jeszcze się rozkręci…
Skazani na sukces, ale wyrok jeszcze nie zapadł
Aluron CMC Warta Zawiercie była i jest najpoważniejszym kandydatem do zdobycia tytułu. Przed finałem w zeszłym roku również startowali z pozycji faworyta. Wtedy, w kluczowym fragmencie sezonu w szeregach Jurajskich Rycerzy nie zabrakło zdrowia. Georg Grozer zastąpił Karola Butryna, ale misja ratunkowa w szeregach Zawiercia się nie udała. Bogdanka LUK Lublin pokazała wtedy charakter. Ówcześni siatkarze Massimo Bottiego udowodnili wtedy, że nigdy nie należy ich skreślać. Zwycięstwo w Pucharze Challenge, a następnie triumf w PlusLidze wprowadził Lublinian w nową erę. W tym sezonie – już pod wodzą Stephana Antigi – Lublinianie dołożyli do swojej klubowej gabloty Superpuchar oraz Puchar Polski. Warto jednak podkreślić, że sytuacja w relacji sezon do sezonu jest zupełnie inna. Oczywiście głównie chodzi o aspekty kadrowe. Obserwując dotychczasowe zmagania na każdym etapie sezonu wiemy jedno. Ten, kto ma więcej zdrowych graczy, wygrywa spotkania i to z dużą przewagą. Dochodzą oczywiście jeszcze inne aspekty, jednak Lublin na temat problemów z absencjami wie sporo. Lublinianie dzięki zdrowi wygrywali w dużej mierze w zeszłym sezonie, a od jakiegoś czasu muszą sobie radzić bez w pełni zdrowych siatkarzy. Brak Kewina Sasaka pomimo dobrej dyspozycji Mateusza Malinowskiego jest widoczny. Dla Stephana Antigi praca w zespole mistrzów Polski to działanie na żywym organizmie. Nigdy nie wiadomo, które ustawienie zafunkcjonuje najlepiej. Na pewno zespół szkoleniowy pracujący przy drużynie z województwa lubelskiego już po ostatniej akcji podjął działania diagnostyczne, aby znaleźć brakujące elementy.
Znaki zapytania
Jak już wspomniałem po tym spotkaniu sztab Lublinian na pewno ma pełne ręce roboty. W żadnej z trzech partii żółto-czarni nie byli w stanie podjąć równej walki z gospodarzami starcia. Dobra gra ekipy Stephana Antigi trwała do połowy pierwszego seta. Wtedy gospodarze postanowili rozpocząć przegląd siły rażenia na zagrywce. Na przestrzeni całej rywalizacji Jurajscy Rycerze zdobyli aż 13 asów serwisowych. Autorem niespełna połowy z nich był Aaron Russell. Gra przyjmującego mogłaby służyć, jako przykład postawy reprezentowanej przez lidera zespołu. Koledzy Amerykanina dołożyli kolejne cegiełki do końcowego rezultatu i po 87. minutach Zawiercianie mogli się cieszyć z premierowego finałowego zwycięstwa. Po spotkaniu można było rozpocząć rozważania, czy to, co zobaczyliśmy dzisiaj w Sosnowcu jest najlepszym wydaniem Aluronu CMC Warty Zawiercie w tym sezonie ligowym. Nie należy się jednak wcale dziwić. Kiedy prezentować szczyt swojej formy, jak nie w finale.
Zdrowie niestety nie dopisało. Można powiedzieć, że po drugiej stronie siatki widzieliśmy Wilfredo Leona i długo, długo nic. Można obserwować dalszy problem na drugim przyjęciu. Spotkanie rozpoczął Jackson Young, ale po premierowej odsłonie opuścił parkiet i dopiero w ostatniej partii Kanadyjczyk powrócił na boisko. Jego miejsce zajął wówczas Hilir Henno. Francuz zdobył wprawdzie dziewięć oczek, ale nie może zaliczyć tego meczu do udanych. Zresztą tak samo, jak cała drużyna. Bogdanka LUK Lublin nie funkcjonowała jako kolektyw, a to na najwyższym poziomie robi znaczącą różnicę. I co, że Leon zdobył 14. punktów, skoro Mateusz Malinowski i wspomniany Henno zanotowali wspólnie tylko o jedno oczko więcej. Lublinianie mieli problem za zagrywce i nie radzili sobie z blokiem rywali. W momencie, kiedy Zawiercie fruwało nad boiskiem, Lublin próbował zrobić cokolwiek, żeby urwać choćby jednego seta.
Czy może uratować uratować nas tylko spokój?
Czasem warto postawić trafne pytanie, a potem jakoś już pójdzie. Czy oprócz materiału do analizy, możemy znaleźć zatem jeszcze jakiś pozytyw dla przyjezdnych? To tylko jedno spotkanie i szybko się zakończyło. Rywalizacja toczy się do trzech zwycięstw. Takie spotkanie nie może jednak mieć już miejsca. Nie jest one godne miana walki o mistrzostwo Polski 2025/2026. Rozumiem, że był to sezon wielu niewyjaśnionych zjawisk, ale każdy kibic wymaga od tej rangi widowiska znacznie więcej. W Lublinie wiedzą jedno – czas na twardy reset i powrót do gry. Do następnego meczu Bogdanka LUK Lublin musi przybrać ponownie skórę mistrza. Inaczej może się okazać, że będzie to bardzo jednostronna i mało emocjonująca rywalizacja. Pierwsza bitwa o złoto została rozstrzygnięta na korzyść Zawiercia. Jaki będzie finał gry i wojny o mistrzowski tron? Tego dowiemy się najpóźniej za dwa tygodnie.
MVP spotkania został wybrany przyjmujący Aluronu CMC Warty Zawiercie, Aaron Russell.
Zgodnie z terminarzem rywalizacja przeniesie się teraz do Lublina. Druga bitwa o złoto siatkarskiej PlusLigi czeka nas w środę 29 kwietnia o godzinie 17:30 na parkiet lubelskiej hali Globus im. Tomasza Wójtowicza.
Aluron CMC Warta Zawiercie – Bogdanka LUK Lublin 3:0 (25:19;25:21;25:14)



