Być albo nie być – oto jest pytanie. Dzisiaj stanęli przed nim Brytyjczycy. Zdecydują oni czy opuścić Unię Europejską. Głosowanie nie jest wiążące. O wyjściu, bądź też pozostaniu, zadecydują parlamentarzyści.
Referendum było jedną z obietnic wyborczych Davida Camerona w 2015 roku. Teraz może być gwoździem do trumny jego gabinetu – mimo że Partia Konserwatywna pozostaje neutralna, a sam premier chce pozostać w Unii, to część ministrów jest za Brexitem.
Kampania referendalna była szeroko zakrojona. Za pozostaniem Wielkiej Brytanii w Unii opowiada się większość brytyjskich partii, a także Barack Obama czy Angela Merkel. Przeciwni są między innymi Boris Johnson, były burmistrz Londynu czy ruch eurodeputowanego Nigela Farage’a.
Ten ostatni jest głównym eurosceptykiem na brytyjskiej scenie politycznej.
Jak mówi doktor Kinga Smoleń z Zakładu Stosunków Międzynarodowych UMCS, ruch antywspólnotowy ma swoje korzenie między innymi w kryzysie migracyjnym.
Społeczeństwo brytyjskie jest podzielone w sprawie Brexitu. Referendum w lutym tego roku ogłosił premier Cameron, tuż po szczycie w Brukseli. Wtedy za pozostaniem we Wspólnocie Europejskiej opowiadało się 37% ankietowanych, a za odejściem 38%. Aż 25% pozostało niezdecydowanych.
2 miesiące później prezydent USA Barack Obama wsparł euroentuzjastów. Słupki poparcia dla pozostania Wielkiej Brytanii skoczyły do 51%. 43% ankietowanych było przeciw, a 6% nie miało zdania.
2 tygodnie temu odbyła się debata między Nigelem Faragem a premierem Davidem Cameronem. To przechyliło szalę zwycięstwa na stronę eurosceptyków – 55 do 45 procent.
Najnowszy sondaż mówi o 43 procentach ankietowanych, którzy chcą wyjść z Unii oraz 41 procentach którzy chcą pozostać. 16 procent nadal nie zdecydowało, którą stronę wybrać.
Jak podaje agencja Bloomberg, nikt nie podjął się przebadania społeczeństwa do tak zwanych exit polls, czyli sondażu oddającego rzeczywiste wyniki. Firmy zajmujące się sondażami jako powód podały niemożność znalezienia odpowiedniej grupy badawczej.
Jak będzie wyglądało wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej? Nie do końca wiadomo. Kraj ten nie musi wychodzić ze wszystkich struktur. Może pozostać na przykład w Europejskim Obszarze Gospodarczym – strefie wolnego handlu. Jednak nie musi. To zależy w jaki sposób Unia dogadałaby się z Wielką Brytanią.
Tutaj z pomocą przychodzi artykuł 50 Traktatu Lizbońskiego. Wykluczenie prawdopodobnie zajęłoby to około 2 lata. W tym czasie Brytyjczycy nie uczestniczyliby czynnie w życiu Wspólnoty. Jednak obowiązywałoby ich europejskie prawo. Następnie Wielka Brytania musiałaby ułożyć stosunki z Unią i innymi krajami – na wielu płaszczyznach – gospodarczej, politycznej, społecznej.
Jednak potencjalny Brexit to tylko jeden z wielu problemów na drodze Zjednoczonego Królestwa.
Ryzyko Brexitu widać już w wahaniach na giełdzie papierów wartościowych i rynku walutowym. Natomiast największe banki grożą wyprowadzką z londyńskiego City.
Wielka Brytania nie jest jedynym państwem, które nosi się z zamiarem opuszczenia wspólnoty. Życie poza Unią chcą rozpocząć między innymi Węgry, Holandia oraz Polska. Jednak według sondażu Ipsos, najbardziej eurosceptyczne są Włochy, Francja oraz Szwecja, które oficjalnie nie chcą wyjść z Unii.
Jak mówi doktor Kinga Smoleń z Zakładu Stosunków Międzynarodowych UMCS, przed Europą stoi wielkie wyzwanie.
Ostatnia kwestia to Polacy w Wielkiej Brytanii. Co z nimi? Trudniej będzie o pracę. Polacy bez brytyjskiego paszportu będą musieli się starać o zezwolenie na pracę. Według Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych Brexit może skutkować powrotem lub emigracją do innych państw ponad 400 tysięcy Polaków. Jest to ponad połowa. Już teraz do Wielkiej Brytanii emigruje coraz mniej osób. Od sierpnia ubiegłego roku odsetek Polaków wyjeżdżających tam do pracy spadł o 12 punktów procentowych.
Wstępne wyniki referendum poznamy prawdopodobnie już dzisiaj w nocy. Na ostateczne musimy poczekać do rana.


